RSS
 

Brakuje mi Twoich skrzydeł!

19 sty

Ucząc się żyć, potykamy się o własne stawiane kroki.
Mija czas. Dni przemijają z wiekiem bez sensownie.
Czy pamiętacie jeszcze te chwile, kiedy byliście mali, a komputery, internet, telefony i telewizja nie grały nam pierwszych skrzypiec? Ja pamiętam. Miałem ten wyjątkowy przywilej, kiedy dojrzewałem w dzieciństwie wyobraźni a nie techniki. Miałem swoich trzech przyjaciół z miejscowości gdzie mieszkałem spędzaliśmy razem całe dnie, na ulicznych wyścigach rowerowych, udawaliśmy czarodziei z różdżkami w dłoniach (patyki znalezione na drodze). To były piękne czasy. Bez zmartwień i trosk o kolejne dni, ponieważ każdy, był spontaniczny. Jak to u dzieci…
Dziś, śnieg zasypał już cały kraj, a w mojej głowie widnieje tylko jedno wspomnienie.
Kto was uczył jeździć na rowerze? Kto uczył pływać? Kogo naśladowaliście, kiedy chcieliście jeździć na łyżwach? Zapewne wasi rodzice lub rodzeństwo, było dla was wtedy oparciem. Moim, był Anioł. Moja miłość.
Pewnego śnieżnego, sobotniego wieczoru wybraliśmy się razem, ja i Ania, na łyżwy. Stresowałem się jak by to miał być skok z najwyższego wieżowca świata! Nigdy nie postawiłem wcześniej choćby stopy na lodzie… Zapłaciliśmy za wejście, wypożyczyliśmy łyżwy i udaliśmy się w kierunku ławek, by usiąść i je założyć. Po pewnym czasie, wszystko było gotowe. Łyżwy na nogach, szaliki na szyi i wewnętrzne przekonanie, że zaraz, za moment, będziemy na lodzie. Wstaliśmy i doszliśmy do otwartego lodu. Ania weszła jako pierwsza, umiała znakomicie jeździć, więc puściłem ją przodem. Kazałem jej jechać, bo mi jeszcze troszkę czasu zajmie, zanim się przekonam do jazdy. Zrobiła sama dwa okrążenia, stałem i patrzyłem na nią, jak pięknie sunie po lodzie. Anioł który na co dzień stawia kroki po ziemi, jeżdżąc na lodzie, wygląda jeszcze cudowniej! W pewnym momencie podjechała i wyciągnęła do mnie swoją dłoń i powiedziała:
– Nie bój się, nic Ci się nie stanie. Jestem z Tobą i pomogę Ci, tylko daj mi swoją rękę.
Po tych słowach, bez zastanowienia wyciągnąłem swoją rękę i przy jej pomocy, udało mi się wejść na lodowisko. Z początku jak dziecko we mgle nie wiedziałem jak się zachować. Jak stawiać kroki.
– Przy mnie nic Ci nie grozi. Jesteś bezpieczny. Trzymam Cię za rękę, ściśnij swoją w mojej i naśladuj moje kroki. Zobacz kochanie, jakie to proste i przyjemne!
Jej słowa były niczym lek na najgorsze zło i strach, które dawało mi wiary i dodawało skrzydeł. Pierwszy krok, drugi i kolejny. Zaczęło mi nawet jakoś wychodzić. Nie wywróciliśmy się do tej pory, więc to dobry znak. W pewnym momencie, zaczęła jechać tyłem, chwyciła mnie za obie dłonie.
– Teraz patrz mi w oczy. Nie patrz jak stawiasz kroki, tylko patrz na mnie i instynktownie jedź jak Ci pokazałam.
Zrobiłem jak mi kazała. Po chwili zbliżyła się i zaczęła całować. Trzymaliśmy się za ręce, wciąż snuliśmy po lodzie i całowaliśmy się z zamkniętymi oczami. Całe szczęście, że wtedy nie wpadliśmy na kogoś! W pewnym momencie kazała mi otworzyć oczy. Kiedy to zrobiłem, znaleźliśmy się na samym środku lodowiska! Nigdy bym tam nie dotarł, bo bałbym się upadku. Ona jednak znalazła na to rozwiązanie.
– Zobacz. Dotrwaliśmy do samego końca! Jesteśmy tam, gdzie sam byś nie dotarł. To przykład na to, że jestem tu, by pokazała Ci, że Cię kocham i że zawsze, będę dla Ciebie tym, kogo nie miałeś. Nauczę Cię żyć w szczęściu.
Słowa jak z książki, prawda? Jednak tak zawsze mi mówiła. Zawsze umiała słowa ubierać w piękną postać, że nic nie było jak puste deklaracje. Mijała druga godzina. Nauczyłem się wreszcie i oswoiłem z łyżwami. Wtedy, zdałem sobie sprawę i z każdym dniem naszego związku to wiedziałem, że Ania była wymodlona przeze mnie i zesłana z nieba, by uratować moje życie dla przyszłości. To był mój Anioł! Kiedy wracaliśmy już do domu, powiedziała do mnie:
– Czekałeś tyle lat w samotności by ktoś Cię pokochał. Warto było skarbie, bo dziś zyskałeś mnie! Każdego dnia będę z Tobą i dla Ciebie. Zrobię wszystko, by na tej pięknej twarzy, taki uśmiech jak dzisiejszy, był już zawsze, do końca naszych dni. Kocham Cię!

Gdzie jesteś dziś mój Aniele? Do kogo dziś należy Twój świat? Czy on umie dać Ci szczęście?
To co miało trwać, przeminęło. A dziś, każdy mój krok, jest ciężki, bo brakuje mi Twoich skrzydeł!

 
Komentarze (2)

Napisane przez w kategorii Utracone chwile, Życie, Życie Codzienne

 

Tags: , , , , , ,

Dodaj komentarz

 

 
  1. ~Izabella

    19 stycznia 2013 o 22:30

    Pieknie opisane uczucia i zdarzenie, niestety smutne zakonczenie ale to wlasnie dla tego zakonczenia warto bylo doczytac do konca. Na szczescie istnieje mnostwo Aniolow lepszych lub nie.. Trzymaj sie modlitw i badz pozytywny :)

     
  2. ~tyśka

    20 stycznia 2013 o 09:45

    Strasznie smutne zakończenie:( musisz sobie przyrzec, że znajdziesz swojego Anioła i zmienisz zakończenie na happy end:) !